Niemcy chcą polskich kierowców, polskim firmom mówią „won”!


Polscy kierowcy zawodowi stają w obliczu paradoksu, który z roku na rok staje się coraz bardziej dotkliwy: w Niemczech są poszukiwani, dobrze opłacani i doceniani, a w Polsce coraz częściej odsyłani z kwitkiem. Rynek transportowy w kraju nie tylko przestaje być źródłem godziwych zarobków, ale i traci konkurencyjność wobec zachodnich firm.

Eksport usług transportowych w Polsce w stagnacji

Dane GUS pokazują, że zagraniczne przychody polskich firm transportowych w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. wyniosły 3,3 proc. PKB – najmniej od połowy 2021 r. Dla porównania, w rekordowym II kwartale 2022 r. eksport usług transportowych dochodził do 4,3 proc. PKB. Tak wyraźny spadek nie jest dziełem przypadku – stoi za nim kombinacja czynników makroekonomicznych i regulacyjnych:

Efekt? Polskie firmy transportowe mają trudności w konkurowaniu ceną i jakością usług, a kierowcy coraz częściej szukają pracy poza granicami kraju.

Polscy kierowcy coraz chętniej wybierają Niemcy

W Niemczech zapotrzebowanie na kierowców jest ogromne, a płace wciąż rosną. Podczas gdy w Polsce wiele firm oferuje pensje stagnacyjne lub z minimalnymi podwyżkami, niemieckie przedsiębiorstwa utrzymują stały wzrost wynagrodzeń – zarówno podstawowej stawki, jak i dodatków za doświadczenie, przewozy międzynarodowe czy godziny nadliczbowe.

Przykładowo: kierowca z kilkuletnim doświadczeniem w transporcie międzynarodowym w Polsce może liczyć na średnio 8–10 tys. zł brutto miesięcznie, podczas gdy w Niemczech ta sama osoba w podobnym profilu zarobi 3–4 tys. euro netto – i to z perspektywą dalszego wzrostu w kolejnych latach.

To oznacza, że wyjazd za granicę staje się dla wielu kierowców nie tylko atrakcyjny finansowo, ale wręcz konieczny, jeśli chcą realnie poprawić swoją sytuację materialną.

Polskie firmy transportowe tracą pracowników

Migracja kierowców z Polski do Niemiec to nie problem jednostkowy – to trend, który systematycznie odbiera polskim przedsiębiorstwom konkurencyjność. Brak pracowników z doświadczeniem powoduje, że firmy zmuszone są podnosić ceny usług lub ograniczać działalność, co w efekcie obniża udział Polski w eksporcie usług transportowych.

Eksperci zwracają uwagę, że to właśnie sektor transportowy w największym stopniu hamuje rozwój eksportu usług w Polsce. Miniony kwartał był już jedenastym z rzędu, gdy wyniki międzynarodowej wymiany usług ograniczały wzrost krajowej gospodarki. Topnienie przewagi kosztowej polskich firm, w połączeniu z niedoborem wykwalifikowanych kierowców, tworzy sytuację krytyczną.

Co to oznacza dla branży i kierowców?

Dla kierowców: Praca w Niemczech staje się naturalną ścieżką kariery. Wyższe pensje, lepsze warunki socjalne, stabilność zatrudnienia i szansa na rozwój sprawiają, że wiele osób decyduje się na wyjazd, nawet kosztem życia rodzinnego w Polsce.

Dla polskich firm transportowych: Brak kierowców, regulacje unijne i rosnące koszty pracy w kraju zmuszają przedsiębiorstwa do szukania nowych strategii. Firmy muszą inwestować w automatyzację, podwyżki płac lub rozwój specjalistycznych usług, by utrzymać konkurencyjność.

Dla polskiej gospodarki: Słabość eksportu usług transportowych i stagnacja płac w branży oznacza, że Polska traci część swojej przewagi konkurencyjnej. Z danych wynika, że od połowy 2021 r. sektor transportowy był jednym z głównych czynników ograniczających rozwój eksportu usług i wzrost PKB.

Kierowcy w cenie – za granicą

Paradoks jest jasny: polski rynek transportowy wciąż potrzebuje kierowców, ale nie jest w stanie im zaoferować wynagrodzeń porównywalnych z Niemcami. W efekcie zagraniczne firmy otwierają portfele i przyciągają specjalistów, a polskie przedsiębiorstwa stoją w miejscu i w wielu przypadkach słyszą od rynku jednoznaczne „won”.

Eksperci podkreślają, że trend ten będzie się nasilał, jeśli nie dojdzie do realnych zmian w sektorze: podwyżek dla kierowców, poprawy warunków pracy i uproszczenia regulacji, które obniżają konkurencyjność polskich przewoźników.

Polscy kierowcy zawodowi stali się towarem deficytowym – ale tylko na własnym rynku. Niemieckie firmy przyciągają ich rosnącymi płacami i perspektywą stabilnego rozwoju, podczas gdy polskie przedsiębiorstwa muszą walczyć o przetrwanie w coraz trudniejszym otoczeniu.

Polskie firmy transportowe wypierane z niemieckiego rynku

Od kilku lat polskie firmy transportowe systematycznie tracą pozycję na niemieckim rynku. Jeszcze niedawno stanowiły one jeden z filarów przewozów międzynarodowych w Europie Zachodniej, dziś coraz częściej spychane są na margines, obsługując najmniej opłacalne zlecenia. W tym samym czasie niemieckie przedsiębiorstwa transportowe przejmują kluczowe kontrakty i operują na wysokich, stabilnych marżach.

Kluczowe przewozy w rękach niemieckich firm

Najbardziej dochodowe trasy, długoterminowe kontrakty oraz strategiczne przewozy obsługiwane są w coraz większym stopniu przez niemieckie firmy transportowe. Dzięki silnej pozycji negocjacyjnej, wsparciu lokalnych instytucji oraz przewadze regulacyjnej, mogą one dyktować warunki cenowe i zapewniać sobie wysoką rentowność.

Firmy z zagranicy – w tym przede wszystkim polskie – zostają zepchnięte do obsługi zleceń doraźnych, krótkoterminowych i niskomarżowych. Są to głównie frachty pozyskiwane z giełd transportowych, gdzie konkurencja jest ogromna, a ceny często balansują na granicy opłacalności. W praktyce oznacza to pracę na minimalnych marżach, które nie pozwalają na stabilny rozwój ani inwestycje w nowy tabor czy pracowników.

Giełdy transportowe zamiast kontraktów

Coraz więcej polskich przewoźników funkcjonuje dziś w modelu „gaszenia pożarów” – realizując pojedyncze kursy, często poniżej realnych kosztów, tylko po to, aby utrzymać płynność finansową. Brak dostępu do długoterminowych umów sprawia, że firmy te są szczególnie narażone na wahania cen paliwa, kosztów pracy czy opłat drogowych.

Dla niemieckich firm giełdy transportowe są jedynie uzupełnieniem działalności. Dla zagranicznych przewoźników stają się często jedynym źródłem zleceń.

Polityka transportowa Niemiec – ochrona własnego rynku

Niemcy od lat konsekwentnie zacieśniają politykę transportową, której celem jest ograniczenie udziału firm zagranicznych i wzmocnienie własnego sektora. Kluczowym narzędziem stał się Pakiet Mobilności oraz rosnąca liczba regulacji administracyjnych i kontrolnych.

Nowe przepisy dotyczące delegowania kierowców, obowiązkowych powrotów pojazdów do kraju rejestracji, czasu pracy, płacy minimalnej czy dokumentacji przewozowej w praktyce znacznie podnoszą koszty działalności firm z zagranicy. Dla niemieckich przedsiębiorstw są one znacznie łatwiejsze do spełnienia – działają lokalnie, w znanym otoczeniu prawnym i administracyjnym.

Spadająca opłacalność transportu dla firm zagranicznych

Efekt jest prosty i coraz bardziej widoczny: opłacalność transportu międzynarodowego dla polskich firm systematycznie maleje. Rosnące koszty, coraz większe ryzyko kar i kontroli oraz brak dostępu do lukratywnych kontraktów powodują, że wiele przedsiębiorstw balansuje na granicy rentowności lub decyduje się na wycofanie z rynku niemieckiego.

W dłuższej perspektywie grozi to dalszą koncentracją rynku w rękach niemieckich firm oraz osłabieniem konkurencyjności transportu w Europie. Dla polskich przewoźników oznacza to konieczność redefinicji strategii, szukania nowych rynków lub specjalizacji – o ile warunki regulacyjne na to pozwolą.

Pytanie, które wisi w powietrzu, jest proste, ale dramatyczne: jak zatrzymać kierowców w Polsce, skoro zagranica oferuje im nie tylko więcej pieniędzy, ale i realne perspektywy kariery? Odpowiedzi brak, a czas działa zdecydowanie na korzyść niemieckich pracodawców.