Czy diesel w Polsce może kosztować nawet 10 zł?


Polscy przewoźnicy patrzą w niebo z coraz większym niepokojem. Po ataku w czerwcu 2025 roku cena ropy WTI wzrosła w krótkim czasie o niemal 10%. Obecna eskalacja napięć w regionie może oznaczać kolejne, jeszcze większe skoki cen surowca.

Według ekspertów, jeśli globalne notowania ropy wzrosłyby o 15%, cena diesla w Polsce mogłaby na dystrybutorach osiągnąć nawet ponad 7 zł za litr. Dla małych firm transportowych oznaczałoby to dodatkowe wydatki rzędu 15–20 tys. zł miesięcznie – równowartość około 5 000 litrów paliwa, które „wyparowałoby” z baków każdego miesiąca. Dla firm z większą flotą wzrost kosztów może być jeszcze bardziej dotkliwy.

Na światowych rynkach ropa reaguje gwałtownie na czynniki geopolityczne, a spadki cen docierają do Polski znacznie wolniej niż wzrosty – zjawisko określane jako strategia „rakiety i piórka”. Oznacza to, że przewoźnicy mogą zobaczyć natychmiastowy wzrost cen na stacjach, nawet zanim globalne trendy się ustabilizują.

– Firmy działające „po kosztach”, bez odpowiedniej marży, w momencie skoku cen paliw mogą szybko znaleźć się na granicy opłacalności – ostrzega Wojciech Miklaszewski z Finea, firmy specjalizującej się w finansowaniu branży TSL. – Problem dotyczy także tych, które czekają 2–3 miesiące na zapłatę faktury. W międzyczasie sytuacja na rynku może się diametralnie zmienić.

Eksperci wskazują, że głównym punktem zapalnym pozostaje cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około jednej trzeciej światowej produkcji ropy naftowej. Nawet krótkotrwałe zakłócenia transportu surowca mogą wywindować ceny. Analizy sugerują, że w przypadku poważnej blokady szlaku cena baryłki mogłaby wzrosnąć do 150 USD, co przy obecnych warunkach na stacjach w Polsce mogłoby oznaczać nawet 10 zł za litr diesla.

Dodatkowo, sytuacja w Wenezueli – największym rezerwuarze ropy na świecie – wciąż jest niepewna. Stany Zjednoczone przejęły kontrolę nad eksploatacją tamtejszego surowca, co według władz ma ustabilizować rynek, ale eksperci ostrzegają, że efekt może być odwrotny.

W obliczu potencjalnych wzrostów cen kluczowa staje się płynność finansowa i strategia zakupów paliwa. Warto rozważyć:

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej globalna podaż ropy w 2026 roku może wzrosnąć o 2,5 mln baryłek dziennie, przewyższając przyrost popytu. Notowania Brent mogą wówczas utrzymywać się w przedziale 55–60 USD za baryłkę. Oznacza to, że presja na ceny paliw w Polsce będzie zależała w dużej mierze od sytuacji w regionach konfliktowych – przede wszystkim w Iranie.

Dla polskich przewoźników oznacza to konieczność ostrożności i przygotowania się na skoki cen, które mogą pojawić się bardzo szybko, podczas gdy stabilizacja nastąpi dopiero po pewnym czasie.