Strażak jechał do pożaru. Stracił prawo jazdy i zakończył służbę po 34 latach
Sprawa strażaka-ochotnika z niemieckiej Saksonii przez wiele miesięcy budziła ogromne emocje. Mężczyzna został ukarany mandatem, punktami karnymi i czasowym zakazem prowadzenia pojazdów za przekroczenie prędkości podczas jazdy do zgłoszonego pożaru szkoły podstawowej. Ostatecznie jednak sąd stanął po jego stronie i całkowicie go uniewinnił.
Do zdarzenia doszło w maju 2025 roku w miejscowości Taucha niedaleko Lipska. Strażak Ray Lange prowadził wóz strażacki z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi, jadąc do alarmu pożarowego w szkole podstawowej. Na odcinku objętym ograniczeniem do 30 km/h fotoradar zarejestrował prędkość 69 km/h. Władze miasta uznały, że przekroczył przepisy i nałożyły na niego karę 369 euro, dwa punkty karne oraz miesięczny zakaz prowadzenia pojazdów.
Strażak nie zgodził się z decyzją urzędników. Argumentował, że jechał do potencjalnie groźnego pożaru, miał włączone sygnały uprzywilejowania i nie stwarzał zagrożenia dla innych uczestników ruchu. Mimo to sprawa trafiła do sądu, a jej przebieg wywołał ogólnokrajową debatę na temat uprawnień służb ratunkowych podczas akcji.
Konflikt odbił się również na lokalnej jednostce straży pożarnej. Rozgoryczony druh po 34 latach służby zrezygnował z działalności w ochotniczej straży pożarnej. W geście solidarności zrobiło to także kilku jego kolegów, co znacząco osłabiło skład jednostki.
Przełom nastąpił 9 czerwca 2026 roku. Sąd Rejonowy w Eilenburgu uniewinnił strażaka, uznając, że ograniczenie prędkości do 30 km/h w miejscu pomiaru nie zostało prawidłowo wprowadzone przez administrację drogową. W praktyce oznaczało to, że obowiązywał tam standardowy limit 50 km/h, a rzeczywiste przekroczenie wyniosło jedynie 19 km/h.
Sąd stwierdził również, że strażak korzystał z uprawnień przysługujących pojazdom uprzywilejowanym podczas akcji ratowniczej, a jego zachowanie nie stworzyło zagrożenia dla innych uczestników ruchu. W efekcie mandat, punkty karne oraz zakaz prowadzenia pojazdów zostały uchylone.
Choć strażak wygrał przed sądem, dla wielu mieszkańców regionu zwycięstwo przyszło zbyt późno. Ray Lange nie wrócił już do służby, a sprawa pozostaje symbolem konfliktu między sztywnym egzekwowaniem przepisów a realiami pracy służb ratunkowych, które często muszą podejmować decyzje w ciągu kilku sekund