Kierowców spoza UE jest coraz więcej.
Firmy chcą ich zatrudniać, ale biurokracja hamuje wszystko
Europejski transport drogowy coraz mocniej opiera się na kierowcach spoza Unii Europejskiej. Przewoźnicy nie ograniczają już rekrutacji do Ukrainy czy Białorusi. Coraz częściej sięgają znacznie dalej — do Azji Centralnej, Afryki, a nawet Ameryki Południowej.
Problem w tym, że choć kandydatów nie brakuje, to ich droga do europejskiej kabiny ciężarówki jest wyjątkowo długa i skomplikowana.
Firmy rekrutują globalnie – bo w Europie brakuje kierowców
Braki kadrowe w transporcie są na tyle duże, że firmy transportowe nie są już w stanie uzupełniać ich lokalnym rynkiem pracy.
Dlatego rekrutacja obejmuje coraz szerszy obszar świata. Kierowcy pochodzą m.in. z Uzbekistanu, Kazachstanu, Kirgistanu, Pakistanu, Indii, Zimbabwe, Maroka, Peru czy Kolumbii.
W wielu firmach cudzoziemcy stanowią już znaczną część, a czasem nawet większość zespołu kierowców. Dla przewoźników to często jedyny sposób, aby utrzymać realizację zleceń.
Kandydaci są, ale system ich zatrzymuje
Z perspektywy firm sytuacja wygląda paradoksalnie: chętni do pracy istnieją, często mają doświadczenie i są gotowi wyjechać, ale nie mogą rozpocząć pracy od razu.
Największą barierą nie jest sama rekrutacja, lecz procedury administracyjne — pozwolenia na pracę, wizy, uznawanie kwalifikacji oraz kompletowanie dokumentów.
W praktyce cały proces zatrudnienia kierowcy spoza UE może trwać od 3 do nawet 6 miesięcy. W tym czasie kandydaci często aplikują równolegle do kilku firm i wybierają tę, która szybciej zakończy formalności.
Biurokracja ważniejsza niż warunki pracy
Przewoźnicy podkreślają, że dziś konkurencja o kierowców nie dotyczy już wyłącznie wynagrodzenia czy systemu pracy.
Kluczowe staje się tempo działania administracji. Firma, która szybciej uzyska wszystkie pozwolenia, ma realną przewagę. Ta, która utknie w procedurach, często traci kandydata mimo poniesionych kosztów rekrutacji.
W efekcie biurokracja staje się jednym z głównych „wąskich gardeł” europejskiego transportu.
Adaptacja to kolejny etap
Nawet po przejściu procedur i przyjeździe do Europy praca kierowcy się nie zaczyna od razu.
Nowi pracownicy muszą nauczyć się europejskich przepisów, systemów opłat drogowych, standardów bezpieczeństwa oraz organizacji pracy. Dlatego firmy coraz częściej wdrażają programy szkoleniowe, w których kierowcy jeżdżą z instruktorami przez kilka tygodni lub miesięcy.
Nie język, a formalności są największą przeszkodą
Co ciekawe, przedsiębiorcy rzadko wskazują barierę językową jako główny problem w rekrutacji.
Znacznie większym wyzwaniem są procedury urzędowe i czas oczekiwania na decyzje administracyjne. Język ma znaczenie dopiero w codziennej pracy — przy załadunkach, rozładunkach i kontakcie z klientem — ale ten problem firmy starają się rozwiązywać organizacyjnie.
My jako Luksmann
Jako Luksmann zajmujemy się rekrutacją kierowców do firm w Niemczech. Współpracujemy z przewoźnikami, którzy w większości wymagają obywatelstwa kraju UE, dlatego nie mamy bezpośredniego kontaktu z procesami uzyskiwania pozwoleń czy wiz dla kierowców spoza Unii.
Jednak obserwując rynek i analizując dostępne dane, widać wyraźnie, że cały proces zatrudnienia kierowcy spoza UE — od rozpoczęcia rekrutacji do pierwszego dnia pracy — może trwać nawet około 6 miesięcy.