Hiszpania: kierowca ciężarówki wygrał z pracodawcą
Sąd przyznał mu blisko 17 tys. euro odszkodowania

Czy kierowca, który sam odchodzi z pracy, zawsze traci prawo do odszkodowania? Hiszpański sąd pokazał, że niekoniecznie. W jednej z najgłośniejszych spraw ostatnich miesięcy zawodowy kierowca z Asturii otrzymał niemal 17 tys. euro po tym, jak udowodnił, że warunki pracy i zachowanie pracodawcy uniemożliwiały dalsze wykonywanie obowiązków.
Konflikt narastał przez wiele miesięcy
Kierowca był zatrudniony w firmie transportowej od marca 2021 roku. Problemy zaczęły się na początku 2024 roku, gdy zaczął kwestionować wysokość otrzymywanego wynagrodzenia. Podpisywał listy płac z adnotacją, że nie zgadza się z ich treścią, twierdząc, że przedsiębiorstwo nie wypłacało należnych dodatków, w tym dodatku stażowego oraz podwyżek wynikających z obowiązującego układu zbiorowego dla transportu drogowego w Asturii.
Z czasem spór rozszerzył się również na inne należności. Kierowca dochodził prawie 29 tys. euro z tytułu niewypłaconych nadgodzin, pracy w porze nocnej, czasu oczekiwania oraz diet. Jednocześnie zaskarżył dwie kary dyscyplinarne nałożone przez pracodawcę, obejmujące zawieszenie w obowiązkach i utratę prawa do wynagrodzenia.
Spór także o wypadek przy pracy
Jednym z elementów konfliktu była również sprawa dotycząca wypadku przy pracy. Pracodawca początkowo odmówił uznania zdarzenia za związane z wykonywaniem obowiązków służbowych. Dopiero po wszczęciu odpowiedniej procedury hiszpański Narodowy Instytut Ubezpieczeń Społecznych potwierdził, że był to wypadek przy pracy.
Zdaniem sądu sytuacja ta dodatkowo pogłębiła napięte relacje pomiędzy stronami.
Groźby w siedzibie firmy
Przełomowym momentem okazało się zdarzenie z grudnia 2024 roku. Na terenie przedsiębiorstwa doszło do ostrej kłótni między kierowcą a synem właściciela firmy, który również był zatrudniony w przedsiębiorstwie.
Podczas sprzeczki padły groźby, a sprawa trafiła do sądu karnego. Mężczyzna został uznany za winnego kierowania gróźb wobec kierowcy. W postępowaniu wykorzystano nagranie dźwiękowe, na którym słychać słowa o „rozbiciu głowy”. Według ustaleń sądu pracownik usłyszał również, że firma ma go już dość.
Choć nie doszło do fizycznej napaści, sędziowie uznali, że wypowiedziane groźby mogły wzbudzić u kierowcy realny strach o własne bezpieczeństwo.
Rezygnacja z pracy i zmiana decyzji
Kilka dni po tym incydencie kierowca poinformował pracodawcę o odejściu z pracy. Następnego dnia wycofał jednak swoje oświadczenie.
Niedługo później przesłał kolejne pismo, w którym wskazał, że nie rezygnuje dobrowolnie z zatrudnienia, lecz rozwiązuje umowę z powodu poważnych naruszeń ze strony pracodawcy. Wymienił m.in. zaległości płacowe, poniżające traktowanie, obraźliwe zachowania oraz kierowane wobec niego groźby. Poinformował również, że po całym zdarzeniu trafił do szpitala z powodu kołatania serca.
Sąd stanął po stronie kierowcy
Pracodawca przekonywał, że kierowca sam porzucił pracę i nie ma podstaw do wypłaty odszkodowania. Zarówno sąd pracy w Oviedo, jak i Wyższy Trybunał Sprawiedliwości Asturii nie podzieliły jednak tej argumentacji.
Sędziowie uznali, że nagromadzenie konfliktów – dotyczących wynagrodzenia, kar dyscyplinarnych, wypadku przy pracy, zaległych należności oraz gróźb – doprowadziło do sytuacji, w której dalsze wykonywanie obowiązków było praktycznie niemożliwe.
Istotnym dowodem była również dokumentacja medyczna. Wynikało z niej, że po grudniowym incydencie kierowca cierpiał na tachykardię, silny stres, lęk oraz problemy związane z pogarszającym się stanem psychicznym.
Blisko 17 tys. euro odszkodowania
Wyższy Trybunał Sprawiedliwości Asturii utrzymał w mocy wcześniejszy wyrok. Kierowcy przyznano 9 315,82 euro odszkodowania z tytułu rozwiązania stosunku pracy oraz dodatkowe 7 501 euro za naruszenie jego praw podstawowych. Łącznie oznacza to rekompensatę przekraczającą 16,8 tys. euro.
Sąd podkreślił również, że pracodawca nie podjął żadnych działań, aby powstrzymać niewłaściwe zachowanie swojego pracownika ani zapewnić kierowcy bezpieczne warunki pracy. W ocenie sędziów oznaczało to naruszenie obowiązku ochrony godności i bezpieczeństwa zatrudnionego.
Ważny sygnał dla branży transportowej
Wyrok pokazuje, że nawet jeśli pracownik formalnie odchodzi z firmy, nie zawsze oznacza to zwykłą dobrowolną rezygnację. Jeżeli jest w stanie wykazać, że pracodawca dopuścił się poważnych naruszeń swoich obowiązków, sąd może uznać, że rozwiązanie umowy nastąpiło z winy przedsiębiorstwa.
Sprawa z Asturii jest kolejnym przykładem, że sądy coraz dokładniej analizują nie tylko kwestie wynagrodzenia, ale także atmosferę w miejscu pracy, bezpieczeństwo pracowników oraz obowiązek pracodawcy do reagowania na przypadki gróźb czy nękania.